Ghost in the Shell - recenzja filmu

W sobotę miałem okazję przekonać się jak dobrym (lub też złym) filmem jest aktorska wersja Ghost in the Shell.

03-04-17 9:35

I mówiąc szczerze  —  byłem miło zaskoczony tym, co zobaczyłem.

Jednak zanim przejdę do krótkiej recenzji, warto odpowiedzieć na pytanie:

Czym ten film nie jest?

Hollywoodzką wersję Ghost in the Shell nie należy traktować jako wiernej adaptacji/ekranizacji anime czy mangi. Opowiedziana w tym filmie historia jest zupełnie inna od tego, co mogliśmy zobaczyć w pierwowzorach. Co więcej, trzeba pamiętać, że film jest skierowany do masowego odbiorcy, a nie fanów serii. Dlatego też nie powinny dziwić uproszczenia w fabule czy spłycenie wszelkich wątków filozoficznych.

Nie znaczy to jednak, że film jest całkowicie oderwany od kultowej animacji czy komiksu. W obrazie Ruperta Sandersa znajdziemy mnóstwo scen, ujęć czy nawiązań do filmów kinowych, serialu Stand Alone Complex czy mangi. I mimo, że dla fana taki miks z różnych źródeł może wydawać się być zbyt ciężki i chaotyczny, całość moim zdaniem daje radę. Ja na ten przykład, kiedy rozpoznawałem scenę czy motyw z anime/mangi, uśmiechałem się zadowolony pod nosem.

Na duże uznanie zasługuje wizualna warstwa filmu. Spece od grafiki komputerowej odwalili kawał świetnej roboty. Efekty specjalne czy widoki miasta przyszłości robią wrażenie.

Warstwa muzyczna jest okej — nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale i nie jest też zła. Po prostu stanowi dobre tło. Szkoda tylko, że twórcy nie wykorzystali oryginalnego utworu Kenji Kawai przy scenie powstawania cyborga na początku filmu.

Jeżeli zaś chodzi o obsadę i grę aktorów to i tu nie ma się zbytnio do czego przyczepić. Takeshi Kitano idealnie pasuje do roli Aramakiego (przy okazji ciekawostka: o ile cały film jest anglojęzyczny, to Aramaki jako jedyny mówi po japońsku). Świetnie też został dobrany Pilou Asbæk do roli Batou. Największe obawy miałem co do Scarlett Johansson. Na szczęście dała radę i dobrze wcieliła się w rolę Major. Jedyny mój zarzut do jej gry jaki mam to to, że w wielu scenach była dziwnie… zgarbiona. Nie wiem czemu, ale to mnie akurat denerwowało.

W filmie znajdziemy mnóstwo mrugnięć okiem do fanów GitS-a. W kilku scenach pojawia się basset (występuje w każdym filmie Mamoru Oshii, co w tym wypadku można potraktować jako hołd oddany temu reżyserowi), konkretne ujęcia miasta znane z kinowego pierwowzoru z 1995 roku, wygląd pojazdów, a nawet różne stroje Major znane z całej serii. Niby pierdółki, ale dla kogoś kto zna anime są fajnym elementem, które są wisienką na torcie i dopełniają całość.

Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić, to byłby to wątek miłosny umieszczony pod koniec filmu. Jakoś nie do końca mi pasował do całości. Myślę, że twórcy mogli go sobie spokojnie podarować, a i tak film by na tym nic nie stracił.

Reasumując  —  jeżeli patrzymy na ten film jako próbę wiernej adaptacji to będziemy zawiedzeni. Film pod tym względem jest tak zmieniony, że ma się nijak do pierwowzoru i fani serii mają prawo narzekać i wystawiać kiepskie oceny. Ale jeżeli spojrzymy na to jako na luźną adaptację, która rozgrywa się w (alternatywnym) świecie GitS-a, nie zapominając przy tym, że jest to film skierowany do masowego odbiorcy, to moim zdaniem jest udaną produkcją, którą warto obejrzeć. Ja właśnie z tym drugim nastawieniem poszedłem do kina i się nie rozczarowałem  —  otrzymałem solidny film, który spełnił moje oczekiwania.

Jeżeli miałbym wystawić hollywoodzkiemu GitS-owi ocenę, to byłoby to mocne 7/10.

A Wy  —  mieliście już okazję obejrzeć aktorską wersję Ghost in the Shell? Jakie są Wasze wrażenia i seansie?

Wersja TL;DR

Na plus:

  • warstwa wizualna,
  • rola Takeshi Kitano jako Aramaki,
  • dobrze dobrany aktor do roli Batou (Pilou Asbæk),
  • mnóstwo mrugnięć okiem do fanów serii (m.in. basset, stroje Major, ujęcia miasta, wygląd pojazdów, itp.),
  • wykorzystanie scen z różnych części animowanego GitS-a.

Na minus:

  • garbienie się Scarlett Johansson (nie wiem czemu, ale to mnie denerwowało),
  • wątek miłosny, który wydawał mi się wciśnięty na siłę.

Ani ziębi, ani parzy:

  • muzyka (po prostu była dobrym tłem, choć się jakoś nie wybijała),
  • alternatywna historia, inna niż w anime czy mandze.

Ocena końcowa: 7/10



Blog Comments powered by Disqus.